Amy leżała w tym momencie na łóżku cała w błocie, a ja opowiadałam Jennyfer co się stało. Nagle Amy się ocknęła.
- Co się dzieje? - zapytała - Czemu jestem w błocie? - dodała jeszcze bardziej zdziwiona.
- Wpadłaś do bagna razem ze Spartanem, a ja cię potem wyciągnęłam.
- A jemu nic nie jest?! - zapytała rzerażona.
- Nie, nic nie jest, wypuściłam go na padok, a potem go wyczyszczę.
- Ja chcę go wyczyścić - zaprotestowała.
- Ty to najpierw musisz wejść cała do pralki - zażartowałam omiatając ją wzrokiem.
Zostawilam Amy w pokoju i poszłam na zewnątrz. Kiedy tylko wyszłam z domu podbiegł do mnie Orso.
- Cześć Orso - przywitałam psa jednocześnie go głaszcząc. Wstałam i weszłam prosto na pastwisko. Pasł się tam tylko Spartan. Podeszłam do niego i spróbowałam złapać. Niestety udało mi się to dopiero po drógiej próbie gdyż był nieco przestraszony. Zaprowadziłam go do boksu i zaczęłam czyścić. Po jakiejś pół godzinie przyszła do mnie Amy z jeszcze wilgotnymi włosami. Do tej pory ze Spartanem zeszła dopiero pierwsza warstwa błota.
- Wiesz, to nie ma sensu. Musimy go umyć - stwierdziłam i wyprowadziłyśmy wałacha przed stajnię.
<Amy, Jorge? Jak ktoś chce to niech dokończy, a jak nie to nie>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz