poniedziałek, 2 grudnia 2013

Od Amy cd Sorray

Popędziłyśmy konie do galopu. Gdyby nie było tak ślisko to może nawet cwałowałybyśmy lecz końskie kopyta ślizgały się po mokrej trawie. Nagle gdzieś niedaleko nas błysnęło, a zaraz potem rozległ się potężny grzmot. Przerażone konie teraz puściły się cwałem. Zaczęłam przemawiać do konia spokojnym głosem i gładzić go po szyi. Sorraya też zaczęła uspokajać swojego konia lecz oba nadal gnały dzikim cwałem. Nagle poczułam, że krok mojego konia staje się wolniejszy i bardziej nierówny. Spojrzałam w duł i zobaczyłam, że nogi Spartana zapadają się w bagno. Popatrzyłam na Nadzieję która dalej cwałowała na przód najwyraźniej ominąwszy bagno. Sorraya zobaczyła, że hucuł i ja toniemy w bagnie i jeszcze usilniej zaczęła uspokajać i nakłaniać do zwolnienia swoją klacz. Nadzieja jednak gnała dalej. W końcu zrozpaczona dziewczyna szarpnęła za wodze. Jej koń stanął dęba lecz ona mocno siedząc w siodle zawróciła go tylko w moją stronę. Ja tymczasem zmuszałam zlanego potem Spartana do wydostania się z grzęzawiska. Wałach szarpnął w panice próbując się uwolnić. Nie miałam już siły utrzymać się w siodle i zsunęłam się z grzbietu konia. Poczułam tylko jak Spartan wydostaje się na brzeg po czym zemdlałam.
( Sorraya ? )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz